sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 4

Prowadząc hyundai'a sonatę, Neal co jakiś czas zerkał na lusterko, by sprawdzić jak miewają się dwie pasażerki, które wciąż roztrząsały temat sprzed dwóch godzin.  Brama instytutu otworzyła się automatycznie, więc bez zmiany tempa wjechali na dziedziniec. Samochód zatrzymał się przy schodach,  dziewczyny wysiadły i od razu skierowały się do wielkich szklanych wrót oprawionych dębowymi ramami.  W czasie gdy Devil targał rzeczy przyjaciółek, Megan zaprowadziła Remy do Heilari. Kobieta siedziała za biurkiem w gabinecie Profesora Xaviera, który wyjechał na kilka dni.  Opuszczone do połowy rolety dawały przyjemny cień, co w połączeniu z ciemnymi, wiekowymi meblami stwarzało ciekawy nastrój.
- Arklys, poradzimy sobie. Dzięki. – Uśmiechnęła się i odprowadziła dziewczynę wzrokiem po czym spojrzała na rudowłosą. Gestem kazała jej usiąść na jednym z dwóch brunatnych foteli, co uczyniła bez zawahania będąc w poczuciu kompletnej bezsilności. – Widziałaś swoją matkę. – Stwierdziła spokojnie.
- Upewniasz się, czy…
- Mówię ci, że masz rację… Spokojnie.
- Jak to? Nie widzia… Widziałaś ją już! I mi nie powiedziałaś… - Na jej twarzy zagościło coś w rodzaju paniki, wszystkie emocje chciały wyjść na światło dzienne w tym samym momencie. – Co… Jak?!
- Wytłumaczę ci, ale usiądź. – Odparła z powagą widząc, że Remy gwałtownie podniosła się i sama nie wie co ze sobą zrobić. – To nie było naprawdę. Musiałaś tak myśleć, żeby chcieć zostać jedna z nas. Uznałam, że to jedyne wyjście i…
- Zaraz. Ty uznałaś? Ty?! Uśmierciłaś moją mamę?!
- Nie w rzeczywistości, ale chyba wiesz co mam na myśli. Lekarz, który ją „operował” był moim dłużnikiem, wypisał akt zgonu. Mam znajomości, poprosiłam pewnego telepatę o pomoc w wywołaniu amnezji i załatwiłam jej nową tożsamość. Nigdy nie miałyście się spotkać… Przepraszam.
- Przepraszasz… - Spojrzała na nią będąc w szoku.
- Tak. Ona nie ma o tobie pojęcia i jakiekolwiek działanie z twojej strony może jej poważnie zaszkodzić… - mówiła spokojnie. – Ona cieszy się swoim obecnym życiem. Nie zawal tego.
- Jak ty możesz… - łzy mimowolnie zalały je policzki. – Jak możesz być taka… - była zbyt wściekła by wyrazić to, o czym właśnie myślała. – Nienawidzę cię! Rozumiesz! Zniszczyłaś moje życie! Zniszczyłaś je!
Melanie zamierzała powiedzieć coś co ją uspokoi, chociaż takie słowa zdawała się nie istnieć, jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić ze zdumieniem popatrzyła na Remy, która wyglądała jakby ktoś dźgnął ją nożem. Upadła na kolana cierpiąc z bólu, który nie miał swojego źródła. A może miał?
- Remy? – zaniepokojona podniosła się opierając o blat.
Przedmioty w gabinecie zaczęły drgać, potem unosić się w miejscu, aż w końcu wirowały po całym pomieszczeniu zderzając się ze sobą i wywołując chaos. Na domiar wszystkiego rudowłosa zaczęła znikać, przypominała zepsuty hologram. Pojawiała się, a po sekundzie znowu rozpływała się w powietrzu. Heilari patrzyła na nią ze zdziwieniem, po chwili uświadomiła sobie co właśnie ma miejsce i nacisnęła guzik ukryty pod biurkiem. Rozpoczęła się ewakuacja instytutu, a już po chwili do pomieszczenia wpadł Wolverine, który od razu zrobił unik ratujący go przed przelatującą ramką ze zdjęciem.
- Musimy ją zabrać do Danger Room! – krzyknęła Mel, po czym uważając na latające przedmioty przedostała się do wejścia, gdzie ciągle stał Logan. – Zatkało? Mówiłam! – powiedziała z satysfakcją. – Mogłam tylko wpaść na to wcześniej. – mruknęła i chyliła się przed długopisem, który chwilę później z wielką siłą wbił się w ścianę.
Dwójka wymieniła znaczące spojrzenia, a Wolverine ostrożnie podszedłdo Remy, która w tym momencie była ledwo przytomna. Wziął ją na ręce i wybiegł na korytarz.
- Nie zjedziemy z nią windą! – Prychnął widząc, że coraz więcej rzeczy unosi się i żyje własnym życiem.
- Cholera! Kto to projektował! – Heilari była wkurzona i nie zmierzała tego ukrywać. – Idź z nią do salonu. Odszukam Jean, niech spróbuje ją wyłączyć, póki nie ujawni się ostatni element.
Jak na zawołanie ciało Remy objęło się polem siłowym, które odepchnęło Logana.
- Pilnuj jej. Nie mamy wyjścia, skoro Xavier jest na wycieczce.
Natychmiast zerwała się do biegu i podążyła do drzwi wejściowych, na podwórko zebrali się wszyscy uczniowie i nauczyciele. Z niepokojem obserwowali budynek czekając na jakiekolwiek informacje.
- Jean idziesz ze mną! – Mel złapała ją za ramię i rozejrzała się po twarzach. – ‘Ro może mogłabyś pomóc. Idź tam i zrób ulewę stulecia w salonie. Woda może mieć działanie uspokajające. Beast pilnuj dzieciaków, nikt się stad nie rusza. Yyyy… Alice! Będziesz wsparciem dla Grey.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 3

Zatłoczona kawiarenka stopniowo pustoszała, w końcu zostały w niej tylko dwie samotne kobiety oraz para niczym nie wyróżniających się młodych ludzi. Dziewczyna rozmawiała przez telefon bawiąc się granatowymi kosmykami, natomiast chłopak zerkał na nią znad filiżanki ledwo ciepłej kawy.
- A tantôt... - Zakończyła rozmowę i odłożyła komórkę na szklany blat stolika.
- Chyba wolę nie wiedzieć. - mruknął Neal widząc jej promienny uśmiech. - Co jest z Remy? Zadzwonisz do niej?
- Już idzie... wow...  - Wstała i podbiegła do przyjaciółki  która właśnie przekraczała próg. Była całkowicie roztrzęsiona, nie potrafiła powstrzymać łez, które rozmywając tusz do rzęs stworzyły na policzkach dziewczyny bardzo intrygujące wzory.
Zaprowadziła ją do stolika, przy którym czekał zaskoczony Devil. Ruda zajęła miejsce i z pomocą chusteczek względnie doprowadziła się do porządku, po kilku minutach była nawet w stanie odpowiadać na nieskomplikowane pytania.
- Co się stało? Ktoś cię napadł czy jak?
- Widziałam moją mamę... - Pisnęła czując nadchodzącą falę rozpaczy, która nastąpiła sekundę później i po raz kolejny zalała jej twarz potokiem łez.
- Jak to? Przecież twoja mama, no wiesz... Musiałaś się pomylić... - Spokojnie zaczął Neal.
- To była ona! - Dziewczyna uniosła się niemal wykrzykując swoje zdanie. Zaraz potem wzięła głęboki oddech i opuszkami palców przetarła policzki. - Przepraszam... Jestem pewna, że osoba, którą spotkałam na ulicy, i z którą rozmawiałam, jest moją matką. Rodzoną, biologiczną matką. Nie wiem jak to możliwe! Nie wiem do cholery!

Neal i Megan wymienili między sobą znaczące spojrzenia, chłopak wyszedł na zewnątrz by zadzwonić do Heilari. Przeczuwał, że lepiej poinformować ją wcześniej.
- Remy twierdzi  że spotkała swoją matkę, ale tamta jej nie poznała i teraz wypłakuje się Meg w kawiarni. Jej telepatia płata figle właścicielce i mam ją odeskortować na oddział specjalny?
- Czekaj... Widziała ją? Jest pewna?
- Tak, a co? - Wyczuł nutę niepokoju w głosie swojej mentorki. Dla niego wyznanie Rem było jedynie oznaką szaleństwa ze strony koleżanki, która zwykle trzymała się na uboczu i zawsze pozostała w gronie potencjalnych pacjentów psychiatryka.
- Nic. Kiedy będziecie? Mam dla ciebie niespodziankę.
- Za jakieś... Dwie godziny maksymalnie. Czy jest coś o czym powinienem wiedzieć?
- Nie, nic o czym powinieneś, za to wiele spraw, o których chciałbyś mieć jakiekolwiek pojęcie. Słuchaj... Przywieź ją tutaj, za te dwie godziny i tyle. Na razie.
- Mhm, cześć. 
Nie podobała mu się jej reakcja  a przynajmniej ton wypowiedzi. Jakby była zaskoczona, ale jednocześnie spodziewała się, że taka informacja nadejdzie. Rozejrzał się i wrócił do budynku, w odpowiedzi na pytające spojrzenie Megan mrugnął do niej uśmiechając się.

- Zbieramy się, moje panie?

***

Mam prośbę do zaglądających tu osób: moglibyście zerknąć na tego bloga?


Póki co znajduje się tu jedynie prolog, ale zależy mi na ocenie. Z góry bardzo dziękuję :)